poniedziałek, 28 października 2024

Pierwsze poważne spięcie ...

 Stało się to czego nigdy bym nie spodziewała się. Starłyśmy się z moją córką. Ma depresję i chodzi do psychiatry na prywatne spotkania. I do tej pory było wszystko w porządku. Ja rozumiałam konieczność. Ale...do momentu gdy córka za radą "lekarza" zaczęła mnie obwiniać o swoje niepowodzenia i porażki życiowe. Bo jak mi powiedziała wychowywała się w rodzinie dysfunkcyjnej. I moją winą było to, że zostawiłam ją dziesięciolatkę  i młodszego sześcioletniego syna z babcią i wyjechałam do Paryża zarobić na mieszkanie. Miało być 3 miesiące a trwało 1,5 roku. Stało się to po rozwodzie z winy mojego męża i ich ojca. Ja przeżywałam wyjazd i pobyt w najpiękniejszym mieście świat i przezywały to moje dzieci pozostawione w domu . Po 36 latach od tego momentu usłyszałam wiele gorzkich słów. Wydawało mi się, że dzieci rozumiały przyczyny mojego wyjazdu. Wiem, było im bardzo trudno. Mnie nie mniej. Wszystkie dni pobytu w Paryżu kończyłam płaczem z tęsknoty za dziećmi. A one tęskniły za mną. Po powrocie gdy okazało się, że zaplanowana i realizowana kwota na zakup mieszkania jest w ogromnej mierze za mała, obiecałam sobie, że już nigdy nie wyjadę. Stało się inaczej . Wyjechałam ponownie aby umożliwić "synowi marnotrawnemu" czyli ex mężowi wyjazd do pracy. Gdy załatwiłam mu pracę i mieszkanie , wróciłam do domu. Obiecałam sobie i dotrzymałam słowa, że już nigdy nie wyjadę. Przeliczyłam się myśląc, że czas goi rany i dzieci wszystko rozumieją. I teraz córka obwinia mnie o to, że je zostawiłam. Ja tylko wyjechałam za chlebem , nie zostawiłam. Nigdy nie przestałam ich kochać i dbać o nie. A teraz moja dbałość okazuje się ingerencją w jej życie. Pan Doktor , wielki specjalista od psychiatrii zamiast pokazać j 47 letniej pacjentce jak wyjść na prostą, to każe jej wracać do 37 letniej  przeszłości , rozdrapywać rany i udowadnia, że żyła w dysfunkcyjnej rodzinie. Pewnie tak było. Ale teraz powinno się iść do przodu a nie cofać się do tego co było najgorszego w życiu matki i dzieci. 

Nasza cisza trwała 3 tygodnie. Musiałam ją przerwać, bo jestem matką, która ma obowiązek nauczenia dzieci przepraszania. I wygrałam. Pogodziłyśmy się. 

niedziela, 6 października 2024

4 lata...po przerwie.

 Tak mnie dzisiaj naszło na wspominki. I zaczęłam przeglądać swoje blogi. Oj, dawno mnie tu nie było . 4 lata. Cztery lata radości i smutków. Tych ostatnich dużo, dużo więcej. 

Z radości to obie starsze wnuczki są licealistkami. Alicja jest w maturalnej klasie a Maja w pierwszej. 

Zmieniły się te moje wnuczki przez te cztery lat. Oj, zmieniły!!!

I tak jak wiele kobiet mówiło i mówi, przychodzi czas gdy babcie idą na boczny tor. 

Jeszcze to do mnie nie dociera, nie mogę do końca z tym się pogodzić. Anielka też jest bardzo daleko. Bo na Islandii. Mieszka tam z tatusiem . O przyczynach innym razem napiszę. Jest to bardzo trudne i bolesne. Michał był z Anielką u nas w sierpniu. A ja nie posiadałam się ze szczęścia. z wielu powodów. A przede wszystkim, że w końcu przełamał się i nawiązał z nami normalne relację. Jeszcze może nie do końca. Ale wszystko jest na dobrej drodze. 

Ja dalej uwielbiam działkę i pracę na nie . Jędrek dużo mniej. Ale staram się to znosić. Na działce nastąpiła w tym roku radykalna zmian. Nie mamy warzywnika. Za to posadziliśmy 2 jabłonki, 2 śliwy i 2 krzaki rokitnika. No i zlikwidowałam truskawki na rzecz kolejnej rabaty z kwiatami. Obsadziłam ją wokół 60-cioma narcyzami rożnych odmian i 100-ma tulipanami też różnymi. W planie wiosennym mam posadzić w rogach róże okrywowe i centralnie jedną różę na pniu. 

W środę lub we czwartek pojedziemy ostatni raz w tym sezonie na działeczkę czyli do ogrodu. Muszę wykopać mieczyki, podsypać nawozem borówkę, rodki, hortensje, piwonie i jeżyny. podsypać korą. Zabrać elektryczne rzeczy i ubranka ( nie elektryczne). No i pożegnać się do marca lub kwietnia. 

A tymczasem przyjdzie okres planów świątecznych. A w styczniu już będę żyć ogrodem, sianiem , sadzeniem i wąchaniem kwiatków.