czwartek, 2 stycznia 2014

Moja mała tradycja.

Trzy lata temu rozpoczęłam moją małą tradycję.
W Sylwestra organizuję "pidżama -party" dla moich wnuczek.
W tym roku było to wydarzenie bardzo oczekiwane przez dziewczynki. majka już dobrze wiedziala o co chodzi. I bardzo, bardzo przygotowała się emocjonalnie na to wydarzenie. Ala już wie co się z tym wiąże.
A więc w tym roku do przygotowań włączył sie też dziadek. Kupił balony, serpentyny, maseczki karnawałowe dla dziewczynek. Kupiliśmy chipsy ( bardzo zdrowe ) , piccolo. Zrobiłam paszteciki z mięskiem i kanapki z krakesów z pasta rybną. I zostało jeszcze pierniczków świątecznych ( zostało, bo zadołowałam). Ola też kupiła troszkę chipsów i piccolo.
I przyszli. Ola z mężem i dziewczynkami.
I od progu Ala zapowiedziała:  Babciu idź do kuchni i nie wychodź dopóki Cię nie zawołam.
Więc poszłam na swoje miejsce.
Po paru minutach przyszły do mnie!!!!
Krolowa balu w pięknej sukni balowej i Czerwony Kapturek z koszyczkiem smakowitości i lekarstwami.
Zachwyciłam się i rozczuliłam.
A potem dziewczynki nie mogły sie doczekać i pytały się kiedy mama i tato już pójdą. W końcu poszli.
A my właczyłyśmy sobie muzyczkę i tańcowałyśmy. Miała być tradycyjna wspólna w wannie kąpiel dziewczynek . Ale przewrażliwiony dziadek 9 bo sam jest przeziębiony) nie pozwolił. Bo one zmarzną. A w domu 25 stopni.
Ale już nie chcialam spierać się z dziadkiem.
O 22.30 przebrane w pidżamy posłałyśmy sobie razem moje łóżko. W poprzek i trzy poduchy i trzy kołdry.
Mialam przykazane aby obudzić je na fajerwerki i na "szampana". Ale babciu, pamietaj aby pstryknął ( Maja).
Przed 24-tą zaczęłam je budzić. Ale nie sposób było je dobudzić się, więc przestałam.
A fajerwerki obejrzalam sobie sama na balkonie. Musiałam ubrać się i wychylać się z balkony, bo najpiękniejsze były nad naszym domem. Więc dobrze, że nie dobudziłam się dziewvczynek.
A w nocy  3:30 Majka przez instruowala mnie : babciu ale pamiętaj , że ma być pstryk.
I pstryk czyli wystrzał "szampana" był po wspólnym z rodzicami obiedzie.
I były też zimne ognie. I ogólna radość . A najbardziej moja i dziewczynek. No i zazdrość zięciunia, że on też tak by chciał!!


wtorek, 19 listopada 2013

Odkrycie "mojej Ameryki".

W bezsenne noce nachodzą mnie różne i przeróżne myśli. Coraz częściej rozliczam swoje życie. Ale staram się raczej żyć teraźniejszością i przyszłością. Jeszcze!!!
I tak sobie myślę, że motorem mojego obecnego życia są wnuczki.
To takie małe dwa motorki , które dodają mi sił i pary.
Dni , w które są one nieobecne w moim domu sa dniami straconymi na całej linii.
A dni w które muszę sobie zorganizować cały dzień są pełnią mojego życia.
Pod moje wnuczki układam sobie caly dzień. Wcześniejsze wstanie, zrobienie zakupów, przygotowanie obiadu, odebranie ze szkoły i przedszkola, zabawy  z nimi i zakupy dla nich. Kupuję i gotuję to co one lubią.
Uwielbiam kupować im ciuszki, książki i zabawki.
Dzisiaj kupiłam juz "do buta" dla Ali portfelik a dla Mai tablicę magnetyczną. I już nie mogę się doczekać kiedy Ola włoży im prezenty w nocy do bucików a one pochwalą się mi co dostały.
Lubię chwalić się nimi i ich sukcesami.
Oczywiście, że są "najpiękniejsze, najmądrzejsze, najlepsze".
Majka sama to dzisiaj stwierdziła: Babciu ja jestem szybka i zdolna ale jestem jeszcze malutka. Ale dorosnę.
Nie wyobrażam sytuacji gdy nie moglabym byc z nimi na codzień. Byłby to dla mnie koszmar i ogromna pustka. Tej pustki nie zastąpi mi mąż ani mama . To wnuczki są solą, cukrem i czekoladą mojego życia.

niedziela, 17 listopada 2013

Na urodzinach...

Dzisiaj  nie będzie  o babci i innych stworach.
Dzisiaj będzie o córce babci. W końcu to tez jest stwór. I to nie byle jaki.
Wczoraj dziewczynki poszły z mamą ( moją córką) na przyjęcie urodzinowe do koleżanki. Alusiowej zresztą.
Przyjęcie odbywało się w domu koleżanki. Nie jak to ostatnio w modzie w różego rodzaju figlolandiach . I całe szczęscie. Nie należymy do zwolenniczek organizowania urodzin w tego rodzaju miejscach.
A więc, urodziny były w mieszkaniu. A na urodzinach 10 dziewczynek. Mieszkanie nieduże a dziewczynki duże. 7-8 lat . I jedna 3,5 letnia ( Majka).
I moja córka zupełnie nieplanowanie została animatorką dziecięcych zabaw na tym przyjęciu. Była zabawa w pomidora, kolory, zgadywanki, zabawy ruchowe w kółku, śpiewy i tańce. I konkursy.
Przypomniała sobie animatorka wszystkie zabawy ze swoich dziecięcych lat.
Było świetnie, wesoło i nieszablonowo.
A najważniejsze, że dzieci były bardzo rozbawione, zadowolone i szczęśliwe.
Alicja ze szczerym podziwem stwierdziła, że mama "jest genialna" i jest bardzo dumna, że ma taką mamę.
A ja też jestem dumna ze swojej córki i że właśnie takiej mamy mogą zazdrościć wszystkie koleżanki Alicji. I to jest taka zdrowa zazdrość i budująca.
Kocham Cię córuniu!!!

środa, 30 października 2013

Halloween strach czy zabawa?

Żyjemy w pięknych czasach w których ścierają się tradycje różnych narodów.
Niewątpliwie przyczynia się do tego migracja ludności do różnych zakątków świata .
Jedną z takich nowych, wprowadzanych w naszym kraju bardzo ostrożnie jest tradycja Halloween.
U nas ta tradycja przybiera inną formę niż na "zachodzie".
W domu moich dziewczynek zaistniała w formie wydrążonych dyń z zapalonymi świeczkami, zupy dyniowej, girland z powycinanymi postaciami duszków i nietoperzy. I jest to czas lekkiego,wesołego oswajania się ze śmiercią. Na smutek i zadumę mamy czas do 1 listopada i Zaduszek.
Przecież Dzień Wszystkich Świętych  jest dniem  radosnym , w którym trzeba dzieciom mówić o roli świętych jaką spełniają  w wierzeniach naszej tradycji.
Przecież nie musimy namawiać dzieci do przebierania się w Zoombi, straszenia innych i żebrania o słodycze.
To zostawmy dzieciom, które dawno mają wszczepioną tę tradycję. My możemy spędzić ten dzień ze słowiańską nutką.
A w Swięto Zmarłych zaprowadźmy dzieci na cmentarz aby uczestniczyły z nami w postawieniu zniczy symbolizujących naszą pamięć o przodkach.
I nie róbmy przedstawień teatralnych w wystawiennictwie na grobach. Niech będą to szczere i skromne bez zbytniego blichtru dowody naszej pamięci. Nauczmy dzieci modlitwy za dusze naszych dziadków, rodziny i bliskich oraz znajomych.
A w Zaduszki możemy włączyć odpowiednią muzykę i wspominać zmarłych. Zróbmy to w domowym zaciszu pełni skupienia i zadumy.
Bo w każdej tradycji jest czas zabawy i refleksji. I uczmy tego nasze dzieci. A nie nauczajmy jak walczyć z innością którą niosą nam nasze czasy.

wtorek, 9 lipca 2013

Zabawy z wymyślonymi przyjaciółkami.

Maja już zaczęła mieć "przyjaciółki". Urządza im urodziny i zaprasza do wspólnej zabawy ze mną.
Przedstawia nas sobie. Wspólnie jemy ciasteczka i pijemy kawusię, którą Majka nam przynosi.
Majka ma też swoje pieski i kotki. I swoich bohaterów z Zoomi, Zoomi. Bo to jest ostatnio na czasie.
A w przerwach usiłuję wkręcić w zabawy moją mamę. No ale tu jest lekki problem, bo mama zwykle co innego słyszy niż Majka mówi. Ale jakoś dogadują się a ja staram się nie wnikać jak to robią, bo niepotrzebniue irytuję się. Mam po prostu inny punkt widzenia i słyszenia mojej mamy niż Majka.
To jest prawda, ze starzy ludzie są jak dzieci. I chyba dlatego Majka bardziej dogaduje się z moją mamą niż ja.
A tymczasem"przyjaciółka" Gabrysia poszła do domu. I zostałyśmy we trzy. Takie w realu.

niedziela, 7 lipca 2013

Portret babci.




Coś dla miłośników rebusów i zagadek. 
Jest to przesyłka Mai dla babci. czyli dla mnie.
Moja Ola dziecko moje ukochane nie chciała mi zrobić przykrości i nie opisała rysunku. Ale na moja prośbę  opowiedziala mi co Majka narysowała. 
A więc jest to portret babci Wandzi. A to w centrum obrazka to jest....gruby i miękki brzuszek babci. 
Czyż nie jest to słodkie ? 

wtorek, 2 lipca 2013

Odlotowa piosenkarka.

Wczoraj Majka stwierdziła,  :"Ala będzie zachwycona, że będzie mogła być odlotową piosenkarką".
W tym stwierdzeniu jest maleńkie ziarenko prawdy.
Ala odkąd pojęła czym jest śpiewanie i jaką to śpiewanie czyni  przyjemność, to wyśpiewywała całe dnie.
Zaczęła chyba  w wieku 2 lat . W domu dawała nam recitale i koncerty a na ulicy każde schodki były jej sceną. Do tego zaczęła też tworzyć swoje układy choreograficzne. Cudne to były przeżycia dla babci.
Pamiętam jak tworzyła i wyśpiewywała "songi dnia codziennego"i pewnego dnia stwierdziła, że śpiewa ze śpiewnika do góry nogami. Fajne to było tym bardziej, że to była kartka papieru a Ala nie umiała czytać.
Alusia przeszła etap śpiewania w "alusińskim " języku a teraz jest na etapie śpiewania polskich przebojów.
Pomaga jej  w tym udział w zajęciach tanecznych , na których tańczą z podkładem z polskich piosenek.
I wyśpiewuje Ala caly czas . A wtóruje jej w tym Majka . I teraz mamy domowe koncerty dwóch odlotowych piosenkarek.